Pamiętam wielką demonstrację na placu Zamkowym, był chyba 2019 rok. Na zakończenie organizatorki zawołały: „Podziękujmy policjantom za ochronę!”. I ludzie podziękowali. Rok później funkcjonariusze zaatakowali demonstrację, która na sztandarach niosła dokładnie te same hasła. Jest w policji intrygująca ambiwalencja: ta sama instytucja zapewnia bezpieczeństwo i gwarantuje niebezpieczeństwo, zależnie od sytuacji.
Ciekawa sytuacja, co?
Choć jest to niepokojące, to nie mamy pomysłów, jak zorganizować sprawę inaczej. Dyskutuje się o prywatyzacji służby zdrowia, wyborach samorządowych albo programie nauczania, ale nikt nie proponuje reformy policji jako takiej. W każdym miejscu na świecie spotkamy policjanta i będziemy plus minus wiedzieć, czego możemy się po nim spodziewać. To prawdziwie nowoczesna, globalna instytucja. Dla funkcjonariuszy wyposażonych w środki przymusu bezpośredniego nie ma alternatywy. Trzeba z nimi żyć (a oni muszą żyć z nami).
Policjanci regularnie pojawiają się w mediach masowych: podejrzewam, że wariacje na temat „przywracającego sprawiedliwość” to połowa popkulturowych treści. W sztukach wizualnych nie pojawiają się natomiast wcale. Ma to związek z tym, gdzie sytuują się w społeczeństwie osoby tworzące i oglądające sztukę: jak najdalej od przestępczości ulicznej.
Wyjątkiem jest Adam Kozicki, o którego twórczości pisałem onegdaj w „Szumie”.

Na wystawie Ludzie, których policja nie złapała zinterpretowałem trzy historyczne prace jako policyjne. W Prawie z tryptyku Ojczyzna – Prawo – Państwo Malewicz przedstawia się jako policjant (bez czapki, ale ubrany na niebiesko). Czy artysta ma obowiązek zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, czy ma obowiązki jedynie wobec sztuki? Można rozważać takie sprawy. W deszczu Chełmońskiego to ponadczasowa scena zaczepiania osoby, która wolałaby nie być zaczepiana – dziś widzimy tu funkcjonariuszy i nastolatka. Wreszcie Cienka niebieska linia Krasińskiego. Pozioma linia pomogła artyście zapanować nad przestrzenią: tak się składa, że policjanci również uważają się za cienką niebieską linię, która oddziela cywilizację od chaosu. Środki przymusu bezpośredniego pomagają im zapanować nad przestrzenią publiczną.
Dołożyłem do pakietu jeszcze kilka obrazków inspirowanych pracą policyjną: patrolowaniem ulic albo siedzeniem na posterunku jak w gondoli balonu. Za fasadą poważnej instytucji, która zajmuje się poważnymi sprawami (ojczyzną, prawem, państwem), toczy się zwyczajne życie: komendant strzela z granatnika w swoim biurze, a inny zleca porwanie swoich podwładnych, w szkole policyjnej działa kopalnia kryptowalut, komisariat opanowują kleszcze, dodatek żywnościowy za dzień pracy w terenie pozwala na zakup jednej sajgonki i tak dalej. Radiowóz w krzakach może być stanowiskiem do wyłapywania łamiących prawo – a może po prostu śpią w nim funkcjonariusze? Wszystko to jest niepoważne i poważne jednocześnie: intrygująca ambiwalencja.

Majestat państwa rozbija się, jak zawsze, o budżet i polityków, którzy nie chcą się budżetem dzielić. Dlatego namalowałem symptomatyczną okładkę „Gazety Wyborczej” z lutego 2019. Usunąłem z niej wzmianki o konkretnych partiach – nie mają znaczenia. Traktowanie pracowników i pracownic instytucji publicznych jako tych, którzy zabierają „nasze pieniądze”, to klasyk nienawiści elit do społeczeństwa oraz interesujący punkt widzenia na problem kradzieży.
Czyje są pieniądze, które pobiera w pensji policjant? To już temat na inną opowieść.

Druga część wystawy to wycinek z tytułowej kolekcji ludzi, których policja nie złapała.
Z Łukaszem Podgórnim wybraliśmy kilkadziesiąt twarzy ze zbioru poszukiwanych. Cała baza liczy pięćdziesiąt tysięcy rekordów. Zadaliśmy sobie pytanie: dlaczego policja nie złapała tych ludzi?Niektórzy z nich wyglądają na takich, których trudno pomylić z kimś innym: wydziarane twarze, blizny, opuchnięte ryje. Zdaje się, że łatwo byłoby ich złapać, wystarczy przejechać po osiedlu. A jednak.
Ludzie, którzy oglądali wystawę, twierdzili, że widzieli „coś w oczach” owych poszukiwanych, że to „kryminalne gęby” (coś w rodzaju „typowego oblicza księdza”) i tak dalej. Nie jestem przekonany, czy istnieje odrębny typ przestępczy homo sapiens, który da się wizualnie wyróżnić z tłumu. Myślę, że to coś innego. Wybieraliśmy najciekawsze twarze, a efekt zwodzi mózgi, które szukają wzorców.
Duża część twarzy w bazie to twarze ludzi zmęczonych i zdartych życiem. Trudno było nam znaleźć gościa w koszuli i krawacie, który mógłby odgrywać rolę polityka i zostać przyklejony obok okładki „Wyborczej”. Osoby, które interesują się sztuką współczesną, raczej nie trafiają do bazy poszukiwanych. Trafiają tam ci, którzy nie mieli na siebie lepszego pomysłu, oraz ci, na których pomysł miała policja.
Na pewno ma rację Natalia Królikowska, gdy pisze o wizualnej konwencji przestępczości.

Zresztą nie chodzi o konkretnych przestępców i konkretne twarze. Przestępczość jest „po prostu”, jest niezmienna. System nigdy nie będzie tak szczelny, by zapobiec dewiacji. „Poprawna” socjologia przestępców wymagałaby pokazania wielu pustych miejsc: sprawców, którzy unikają odpowiedzialności, którzy nigdy się nie ujawnili, którzy sprytnie i świadomie unikają prawa. Przestępczość pojawia się przede wszystkim tam, gdzie zawodzi kontrola społeczna, gdzie zanikają więzy grupowe, rozpada się wspólnota, a legalne sposoby zapewnienia sobie bytu są nieosiągalne albo mocno nieatrakcyjne. Co to za sytuacja?
I czym jest przestępstwo, które popełnia osoba w tej sytuacji? To już temat na inną opowieść.
*
Na koniec anegdota:
W świętokrzyskim spotkałem byłego komendanta wojewódzkiego, który powiedział, że chciałby zrobić wystawę obrazów o policji w swojej restauracji. Ciekawa sytuacja.

Piotr Puldzian Płucienniczak (featuring Łukasz Podgórni)
Ludzie, których policja nie złapała, Galeria WY, Łódź 4-25.09.2025

