Kilka miesięcy temu wydałem (wraz z Łukaszem Podgórnim) książeczkę pod wartkim tytułem Ludzie których policja nie złapała. Towarzyszyła jej wystawa, o której napisałem już chwilę wcześniej. W niniejszym tekście składam w faszynę pięć wątków, które utleniły się przy okazji tworzenia książki i oglądania jej jako ukończonego obiektu.
Wątek 1: Tradycja zbierania
Zbieranie rzeczy w zestawy przychodzi człowiekowi naturalnie, jeśli zbieranie w zestawy jest elementem jego natury. Tak się składa, że moim jest. Skłonność nie tłumaczy jednak wszystkiego, jeśli nie uzupełnia jej potwierdzona faktami tradycja, a takowa istnieje.
W 2020 roku wydałem pierwszą książeczkę wydawnictwa Dar Dobryszyc*. Były to Logotypy Radomia, czyli zbiór logotypów zawierających słowo „Radom”. Logotypy wybrał Łukasz Podgórni w zupełnie innym celu, niezwiązanym z moją realizacją, bo żadna realizacja nie była wówczas planowana. Niemniej jego zbiór plików graficznych zrobił na mnie wrażenie i długo zastanawiałem się, co jest w nim tak pociągającego. To nieznane coś pociągnęło mnie do narysowania logotypów mazakami i kredkami, a następnie złożenie w książeczkę. Ot, pierwsza książka oficyny złożona z zaskoczenia, pierwszy element przyszłej tradycji.
* Historycznie można byłoby tutaj wspomnieć o Firmach, ale o Firmach będzie w przyszłym roku.
Kilka lat później podeszliśmy do sprawy w ramach świadomej współpracy i zebraliśmy bazę duszpasterskich obiektów wizualnych. Tak powstała książka Galeria księdzy oraz wystawa Księdze. Rozmyślania nad kolekcją sympatycznych duszpasterzy zawarłem w osobnym wpisie. Tutaj wspomnę tylko, że praca została przyjęta ciepło przez nas samych (mimo bolesnych, lecz tymczasowych uszczerbków na przyjaźni) i szukaliśmy innych zbiorów do praktykowania zbieractwa.
Napotkana na krętej drodze życia strona poszukiwani.policja.gov.pl okazała się nieeksploatowanym dotąd złożem nadzwyczajnego i humanistycznego materiału wizualnego. Przydarzyła się okazja do kontynuowania dwuosobowej tradycji zbierania i eksponowania kolekcji.

Wątek 2: Teoria i praktyka złożenia
W bazie poszukiwanych jest pięćdziesiąt tysięcy rekordów. Nie wszystkie ze zdjęciem, więc interesujących nas jest mniej. Na pierwszym etapie wyłowiliśmy dwa tysiące najciekawszych eksponatów. Następnie wpatrywaliśmy się uporczywie w połów i poszukiwaliśmy wzorców, które pozwolą wybrać z tego zwałowiska elementy najbardziej pożywne dla potencjalnej publiczności.
Pojedyncza osoba poszukiwana niewiele nam mówi. Ot, człowiek, bo ludzką rzeczą jest błądzić. Im więcej ludzi, tym więcej możliwości popełnienia błędu. O ile w przypadku Galerii księdzy pojedynczy klecha mógł sam dokonać sakramentu znaczenia dzięki mnogości istniejących skojarzeń bądź afektów, to w przypadku osób poszukiwanych kultura nie dostarcza tylu metod myślenia.
Okazało się więc, że podstawową jednostką Ludzi których nie jest poszczególna osoba, ale mnodzy „ludzie którzy…”, tzn. ich gromada, zgrupowanie albo po prostu złożenie. Każda taka wieloosobowa konfiguracja to materiał do wytworzenia mądrej bądź nie historyjki. Zobaczmy poniższy przykład z książki: rozkładówkę ze stron 139-140.


Można sobie imaginować, że młodzi mężczyźni (strona lewa) przyjechali samochodem, by odwiedzić blok, w którym mieszka z rodzicami ich koleżanka. Niestety, ta jest akurat zapłakana, bo rodzice dali jej szlaban na wychodzenie. To tylko propozycja, twoja opowieść będzie zapewne inna. Mózg na właściwe sobie sposoby uzupełnia brakujące informacje. Aby jednak mógł to zrobić, trzeba dostarczyć mu paliwo o kilku składnikach, od których nastąpi zapłon mieszanki.
Inne przygotowane przez nas strony zawierają fikcyjne rodziny, osoby siedzące obok siebie w szkolnej ławce bądź inne ciekawe sytuacje społeczne, których znaczenia nie sposób wyrazić słowami, a jedynie odgłosem zdumienia bądź zachwytu. Czasem złożenie to po prostu wybór ludzi mających na twarzy wytatuowaną czaszkę. Wyrafinowanie tych potencjalnych rozwiązań rośnie wraz z liczbą obiektów: od pary przez triadę i gang po zorganizowaną grupę przestępczą.
Złożenie jest elementarną jednostką operacji na zbiorze danych, a zarazem podstawową jednostką opowieści. W książce jest to po prostu pojedyncza strona zawierająca kilka zdjęć, ale czasem to dwie strony, rozkładówka, rozdział książki, wreszcie cały tom też jest złożeniem posiadającym swój sens.
Wątek 3: Psychodemografia
Kto tworzy takie złożone opowieści? Wszak nie tworzą ich osoby poszukiwane przez policję, które nie wiedzą nawzajem o swoim istnieniu w bazie, którą im skonstruowaliśmy. Tworzy je mózg osoby odbierającej złożenie, który napotyka nową konfigurację twarzy i stara się wytworzyć znaczenie przez odwołanie do przyswojonych wcześniej procedur postrzegania i myślenia o ludziach.
Przyjaciółka Daru Dobryszyc odpowiedzialna za etykę naszych przedsięwzięć zwróciła uwagę, że w książce nadreprezentowane są osoby czarne. Otóż nie jest tak. Postaraliśmy się, by zachować w zbiorze zdjęć proporcje cech demograficznych osób, które popełniają przestępstwa. Zatem około 10% zdjęć to kobiety, a około 5% to osoby z mniejszości etnicznych. To niewiele, a jednak nawet osoba pozbawiona uprzedzeń dochodzi w dobrej wierze do wniosku, że jest ich za wiele. Ale jest ich tylu, ile trzeba. Po prostu bardziej wpadają w oko.

Zwykłych słowiańskich przestępców jest tak wielu, że nie zwracamy na nich nawet uwagi. Mijamy ich na przystankach, w sklepach i salach wykładowych. Przestępcy wyglądający bądź zachowujący się nietypowo częściej zwracają uwagę osób postronnych i organów ścigania, stąd może być ich w bazie poszukiwanych procentowo więcej niż w całej populacji. Wśród imigrantów jest więcej młodych osób, które mają zwykle większy apetyt na rozmaite wybryki (w Polsce zwłaszcza przestępstwa drogowe, co może być akurat wskaźnikiem ich integracji). Utrudniony dostęp do dziennego rynku pracy sprawia, że nocne sposoby pozyskiwania zasobów zyskują na popularności. Stąd właśnie bierze się (nad)reprezentacja mniejszości etnicznych w bazie osób poszukiwanych.
A dlaczego w bazie jest tak mało kobiet? Czy równouprawnienie nie dotarło do kryminału?
Wątek 4: Zbrodnicza uroda
Kolor skóry niezdrowo przyciąga uwagę, wie to każdy intelektualnie zachowawczy Polak, ale nie tylko on i to nie wszystko.
Podczas pierwszej rundy zbierania zdjęć – przeglądania bazy i pobierania intrygujących portretów – okazało się, że w naszej próbce występuje nadreprezentacja osób zezowatych. Zbieraliśmy zdjęcia osobno i obaj nadmierną uwagą obdarzaliśmy osoby z tym mankamentem. Stwierdziliśmy, że ten eksces obniża powagę naszego projektu i musimy mu przeciwdziałać. Usunęliśmy zatem ze zbiorów wiele osób z zezem i dokonaliśmy kolejnego przeglądu. Okazało się, że mamy nadzwyczajnie dużo ludzi z odstającymi uszami. I tak dalej.
Oko szuka dziwności. W kwestii urody trudno aplikować proporcje demograficzne, staraliśmy się zatem trzymać rozumianej rubasznie zasady zawieszenia niewiary oraz złotej proporcji śmieszności. Niestety, faktem jest, że ludzie brzydcy częściej schodzą na drogę przestępczą. Walka o społeczną akceptację nie jest równa i uczciwa, a dla osób niefotogenicznych wiele dróg kariery jest zamkniętych. Nieprzyjemne doświadczenia i trudności mogą ich uczyć, że swoich celów nie osiągną legalnymi i akceptowalnymi drogami. Dla kobiet uroda może być sposobem na prowadzenie bandyterki bez wzbudzania podejrzeń, dla innych brak urody oznacza ostrzejsze wyroki.


Jeśli ktoś cieszy się nadzieją, że sprawiedliwość jest ślepa, musimy go rozczarować. Iustitia gapi się w twarze dokładnie tak samo, jak my to robimy. To zresztą punkt wyjścia dla naszego projektu – dlaczego ludzie o tak charakterystycznych twarzach nie zostali dotąd złapani?
Przecież widać ich z daleka.
Wątek 5: Wieczny przestępca
Witka ostatnia w tej wiązce rozważań to nieprzemijalna nieszczelność systemu. Nie mamy wątpliwości, że przyczyny przestępczości nie zostają za naszego życia zniesione. Taki jest niedyskretny urok dewiacji, że jest z nami zawsze. Nie znaczy to jednak, że zawsze jest taka sama.
Ostatnimi czasy obserwujemy znaczące odejście od przemocy i przestępczości ulicznej – redukcja przemocy w stosunkach międzyludzkich jest tak ogromna, że naukowcy zastanawiają się, co się w ogóle stało? Już od ponad dekady nie miałem okazji być bitym na ulicy. Wzrost dobrobytu zmienia obiekty pożądania. Któż poza osobą ciężką poszkodowaną przez los podjąłby się dziś kradzenia rowerów, słoików z piwnicy albo rwania przechodniom telefonów? Szkoda czasu, by popełniać tak nędzne zbrodnie, kiedy dostępne są znacznie bardziej dochodowe i mniej kłopotliwe.
Na znaczeniu zyskują zatem nowe, twórcze formy przestępczości. Powiada się nawet, że kradzież i rozbój to metody dla kretynów, których łatwo złapać. Sprytniejsi kombinatorzy przenieśli się do sieci bądź na fakturę. Ktoś mógłby może mówić o klasie kreatywnej socjopatów, która stanowi przyszłość przestępczości. Zapewne tak jest.


Postaci w książce ułożone są w kolejności od najstarszej do najmłodszej. Czytelniczka przekładając karty obserwuje zatem proces odmładzania się ściganego: od zgrzybiałego dziada do smyka z późnej podstawówki. Na miejscu każdego kryminalisty powstaje nowy, bardziej pomysłowy. Każda kłódka zostanie w końcu przecięta, każde oszustwo przetestowane.
Dlaczego tak jest? Otóż jeśli materiał leży niepilnowany, to dlaczego go nie zabrać? Gdy mózg widzi rzeczy obok siebie, kombinuje, co z nimi zrobić: może da się je rozdzielić i zabrać jedną z nich? Tak, jak my wzięliśmy sobie z bazy policyjnej zdjęcia osób przez policję poszukiwanych.
Ludzie, których policja nie złapała, są zawsze wśród nas. Może to nawet my?
Po wątkach: Koniec
Wiesz już wszystko, co mogę ci przekazać. Książkę Ludzie których policja nie złapała możesz nabyć w oficynie Dar Dobryszyc.




